Opowiadania

MORDERCA MOTYLI

Oparto na faktach autentycznych... W tym opowiadaniu wiele się zgadza, rzeczywiście przeżyłam spotkanie z Emily, huraganem, który w 2005 roku zdewastował półwysep Yucatan. Trwał tylko jedną noc, a gdy wstało słońce, ujrzeliśmy inny krajobraz. Połamane palmy rozsypane na ziemi jak zapałki wyrzucone z pudełka, pomiażdżone domy, wyrwane z fundamentów stacje benzynowe, poprzewracane do góry brzuchem samochody. Jako jedyne w okolicy ocalały budynki luksusowego hotelu. Aby doprowadzić do użytku jego baseny, tarasy oraz niektóre dachy, zatrudniono całą okoliczną ludność. Przyszli wszyscy, mężczyźni i kobiety z dziećmi. Widać było, że potrzebują pieniędzy, także po to, by usunąć własne szkody. Prace trwały dwadzieścia cztery godziny na dobę, przez prawie dwa tygodnie. Kilkanaście dni później – my wróciliśmy już do domu – wybrzeża Meksyku nawiedził kolejny huragan i znowu wszystko zniszczył.

Przedtem zwiedzaliśmy kultowe miasta Majów – Palenque, Cichen-Itza, Uxmal... Pytanie, dlaczego ich mieszkańcy je opuścili, do dziś jest pożywką dla licznych teorii i spekulacji. Wiadome jest tylko to, że spakowali się i odeszli. Pozostały po nich niezbyt zniszczone piramidy, rzeźby oraz interesujące tablice zapisane hieroglifami. Informacji o huraganach czy tsunami na nich brak.

 

FARAONKA

Nietrudno jest opisywać egipskie krajobrazy z pokładu statku płynącego Nilem. One same się o to proszą, narzucają się jak sprzedawcy egzotycznych owoców atakujący małymi łódkami. Gorzej przychodzi zrozumienie tego przeszłego świata, pojęcie jego oszałamiającej mocy. Konfrontacja z dowodami jego wiedzy i kultury budzi zachwyt, pokorę, jednak przede wszystkim nielogiczne dość niedowierzanie. Za pomocą jakich cudów wszystko to powstało? Czy ci, który tego dokonali, naprawdę byli tylko ludźmi?

LEKCJA MISTRZA LEONARDA

Spędziłam kiedyś podobny wieczór w ekskluzywnej szkole gotowania, chociaż nie w towarzystwie bankierów. Włoski kucharz, artysta, mocno protekcjonalnie obchodził się ze swymi sowicie mu płacącymi uczniami. Mnie nie podobał się tylko sposób zabijania homarów. Co jest jawnym zakłamaniem – jemy zwierzęta i wolimy nie myśleć o tym, w jaki sposób trafiły na talerz.

WIGILIA DLA ISKARIOTY

W całym tomie chyba tylko ja jawnie i otwarcie głoszę chwalę świąt Bożego Narodzenia. W każdym razie było tak podczas hucznej promocji Opowieści wigilijnych na Dworcu Centralnym w Warszawie. Moi znakomici koledzy raczej skupili się na ciemniejszych stronach święta... Mając całkowitą rację – bo komercja, bo dawno utracona duchowość, samotność ludzi starych, czas skłaniający do smutnych wspomnień, okazja do rodzinnych konfliktów.  Kolorowa choinkowa złuda.

Bronię i będę bronić. Tylko od nas zależy, jakie wigilie pokażą nam nasze Duchy Przyszłych Świąt Bożego Narodzenia.