Urodziłam się…

w Toruniu. Zawsze, gdy tam wracam, uświadamiam sobie znaczenie  tego faktu.

Mieszkam…

w Mőnchengladbach, w Niemczech. To inne miejsce, jednak przyjazne. Najważniejsze w nim jest pole, które rozciąga się za moim płotem.                


Studiowałam…

romanistykę w Łodzi, u profesora Kupisza. Potem, zbyt późno, więc niejako na przeprosiny, zadedykowałam mu „Dziesięć kroków od Calehm”. W Niemczech było jeszcze podyplomowe studium dla asystentek dyrekcji i tłumaczy niemiecko-angielskich i rzeczywiście przez pewien czas próbowałam tego zawodu. Nigdy nie sprawił mi przyjemności jak poprzedni – nauczycielki francuskiego w liceum. Byłam szczęśliwa, kiedy udało mi się z tego wykręcić.

Teraz…

piszę. Oraz, cytując noblistkę : „.. żyję, proszę wierzyć”. I właśnie o tym piszę.


Moja rodzina ….

to Jacek i Agatka. Oboje niemal doskonali. Lekarze i artyści w jednym, dla mnie wartość bardziej niż podwójna.

Przyjaciele…

Wokół mnie jest wielu najlepszych ludzi. Przyjaźnie są trudniejsze od miłości, brakuje im magicznego bufora potrzebnego do wybaczania. I nie przeciwważą samotności.

I jeszcze hobby…

Tak, mam. Podróże. Ludzie w podróży. Miejsca z ludźmi i miejsca puste. Fotografowanie, by to zatrzymać. Teatr, zwłaszcza opera. Muzyka i taniec, rzadko klasyczny. Zaglądanie w dusze, swoje i inne. Tarot. I jeszcze śpiewanie w chórze; ten jest dla odmiany bardzo tradycyjny, kościelny.