Kobiety z Ptasich Wysp

Kobiety narodziły się na Ptasiej Wyspie. Mimo to moje wyspy jako takie nie istnieją - archipelag jest wyobrażeniem łączącym w sobie cechy wielu miejsc. Na pewno mówi się tam po hiszpańsku – a jest to język, w którym wiele głosek przypomina dźwięki wydawane przez ptaki -, wspomina bujną przeszłość i mniej lub bardziej pokornie przyjmuje inwazję turystów... Bo trzeba z czegoś trzeba żyć. Na całym świecie znika to, co stare, swój indywidualny charakter tracą duże kraje, miasta, dlaczego więc nie wyspy?

Spędziłam tam niezwykły, odrealniony czas. Przyjechałam, by czytać, może coś napisać. I nic z tego nie wyszło, przegrałam z dziwną przestrzenią wydm oraz zbliżającego się i oddalającego morza. Mijały godziny, dni, a ja jedynie tam byłam. Nieustanny krzyk ptaków działał jak narkotyk, nic nie wydawało się jednoznaczne. Elementy krajobrazu mieszały się między sobą - ruchomy piasek wymieniał się z morzem, niebo ożywiały chmury albo ptasich stada. Syczącego, złowrogiego wiatru nie dało się odróżnić od odgłosów ptaków.

W takiej scenerii łatwo jest mylić ludzi. Pojawiają się dziwaczne postaci – jedna wyprowadza trzy psy naraz, inna dźwiga niedorzecznie duże pakunki, jeszcze inna rozkłada na piasku obóz, jakby zamierzała w nim zamieszkać. Zagadkowa jasnowłosa kobieta nawiedziła mnie tam, gdzie nie powinnam była spotkać żywego ducha.